Spis treści:
Andrzej Beya-Zaborski przez blisko 40 lat był związany z Białostockim Teatrem Lalek. To właśnie tutaj zbudował pozycję jednego z najważniejszych artystów tej sceny. Grał w spektaklach takich jak „Raz, dwa, trzy, Baba-Jaga patrzy!”, „Krzywa wieża” czy „Krótki kurs piosenki aktorskiej”.
Nie był przy tym aktorem ograniczającym się do jednej specjalności. W animacji lalek, szczególnie pacynek, osiągnął poziom uznawany za mistrzowski. Jego wyobraźnia i technika sprawiały, że teatr lalek stawał się czymś więcej niż przedstawieniem dla dzieci.
Białystok żegna swojego aktora
Informację o śmierci artysty przekazały Białostocki Teatr Lalek, a także miasto Białystok i województwo podlaskie. To znaczący gest, bo Beya-Zaborski przez lata był częścią kulturalnego krajobrazu regionu.

Polsat Hit Festiwal 2026: widzowie podzieleni po drugim dniu

Club Rotation 2.0 czyli pożegnanie lata w Gminie Chojnów
Jego nazwisko znane było również poza Polską. Spektakle „Polowanie na lisa” i „Leć głosie po rosie” przyniosły białostockiej scenie rozgłos. Aktor nie zatrzymał jednak swojej wiedzy dla siebie. Przez lata kształcił młodych lalkarzy na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku.
Komendant, którego zapamiętała cała Polska
Największą popularność przyniosło mu kino. Dla szerokiej publiczności Beya-Zaborski pozostał przede wszystkim komendantem z filmowego świata Jacka Bromskiego. Zagrał tę postać w „U Pana Boga za piecem”, „U Pana Boga w ogródku”, „U Pana Boga za miedzą” oraz „U Pana Boga w Królowym Moście”.

Sukces czy porażka?! Opole 2026: Opinie widzów po pierwszym dniu

Alert RCB dla trzech województw. Nad Polską nadciągają silne burze i ulewy
Ta rola miała w sobie coś charakterystycznego dla całej serii: lokalność, humor i lekko przerysowany obraz polskiej prowincji. Beya-Zaborski nie potrzebował wielkich monologów. Wystarczyła jego obecność, sposób mówienia i charakterystyczna twarz.
Nie tylko „U Pana Boga…”
Aktor pojawiał się także w produkcjach, które miały zupełnie inny ton. Zagrał między innymi w „Weselu” i „Drogówce” Wojciecha Smarzowskiego. Widzowie mogli oglądać go również w serialach „Magda M.”, „39 i pół”, „Pitbull” oraz „Ojciec Mateusz”.
To właśnie ta różnorodność najlepiej pokazuje skalę jego dorobku. Nie był aktorem jednej roli, choć jedna z nich przyniosła mu ogólnopolską rozpoznawalność.
Zostawił po sobie więcej niż role
Śmierć Beya-Zaborskiego to także strata dla polskiego teatru lalek. Wielu jego dawnych studentów pracuje dziś w Białostockim Teatrze Lalek, więc część jego aktorskiego doświadczenia nadal funkcjonuje na scenie.
I może właśnie to jest najważniejsze. Ekranowe role zostają w pamięci widzów, ale najtrwalszy ślad artysty często powstaje tam, gdzie nauczył kogoś własnego fachu. Andrzej Beya-Zaborski zostawił taki ślad w Białymstoku.





