Spis treści:
W 2027 r. minimalne wynagrodzenie ma wzrosnąć z obecnych 4806 do 4950 zł brutto miesięcznie. Podwyżka wyniesie więc 144 zł. Stawka godzinowa pójdzie z 31,40 do 32,30 zł brutto.
To wzrost o około 3 proc. Niewiele? Dla pojedynczego pracownika rzeczywiście trudno mówić o rewolucji. Skala robi się zupełnie inna, gdy przemnożymy ją przez setki tysięcy zatrudnionych i związane z pensją składki.
Firmy dostaną rachunek
Z wyliczeń resortu pracy wynika, że podwyżka będzie kosztować przedsiębiorstwa ponad 3,2 mld zł rocznie. Największy ciężar poniosą małe i średnie firmy ponad 2,9 mld zł. Duże przedsiębiorstwa mają zapłacić około 320 mln zł.

Wielki pożar dawnej fabryki Drutu w Gliwicach | VIDEO

Sequento, Maka i Pancio wydali „BAMBOLEO”. To wakacyjna nowość.
I tu zaczyna się prawdziwa historia tej podwyżki. Dla korporacji dodatkowy koszt może być po prostu kolejną pozycją w budżecie. Dla niewielkiej firmy działającej na niskiej marży każda podwyżka kosztów pracy może oznaczać wyższe ceny, ograniczenie zatrudnienia albo rezygnację z inwestycji.
Zyska 1,6 mln pracowników
Po drugiej stronie są pracownicy. Podwyżka obejmie około 1,6 mln osób zatrudnionych na etacie, a jej skutki odczują także osoby pracujące na umowach zlecenia oraz część świadczeniobiorców.

Tragedia polskiego autokaru. Premier wysyła specjalny samolot

Pożar hali z chemikaliami we Włocławku. Ewakuowano szpital i pacjentów
To właśnie najniżej zarabiający najbardziej odczuwają każdą zmianę płacy minimalnej. Problem w tym, że wzrost nominalny nie zawsze oznacza równie duży wzrost realnej siły nabywczej. Jeśli jednocześnie rosną ceny usług, żywności czy mieszkań, część dodatkowych pieniędzy szybko znika z portfela.
Budżet też ma coś do powiedzenia
Państwo nie tylko poniesie koszty. Według projektu wpływy budżetowe wzrosną o około 1,519 mld zł. Jednocześnie sektor publiczny będzie musiał wydać około 494,8 mln zł m.in. na wynagrodzenia i składki powiązane z minimalną pensją.
Po zbilansowaniu rachunek wygląda dla finansów publicznych zaskakująco korzystnie. Saldo ma wynieść około 1,024 mld zł na plusie. Mechanizm jest prosty: wyższe płace oznaczają nie tylko większe wydatki państwa, lecz także wyższe podatki i składki.
Rząd ma coraz mniej czasu
Projekt przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pod kierownictwem Agnieszki Dziemianowicz-Bąk trafił na biurko rządu po braku porozumienia w Radzie Dialogu Społecznego. Teraz decyzja przechodzi z poziomu negocjacji do formalnego rozporządzenia.
Do 15 września rząd musi przyjąć przepisy dotyczące stawki na 2027 r. Sama podwyżka jest umiarkowana, ale jej znaczenie wykracza poza 144 zł. To kolejny sygnał, jak państwo próbuje podnosić dochody najgorzej zarabiających, nie dokładając przy tym zbyt dużego ciężaru gospodarce. Pytanie brzmi już nie „czy płaca wzrośnie”, lecz kto ostatecznie zapłaci za ten wzrost.





