Spis treści:
Program CPN miał być odpowiedzią na gwałtowne wzrosty cen ropy i napięcia na światowych rynkach. Przez kilka miesięcy kierowcy odczuwali ulgę przy dystrybutorach, ale od początku było jasne, że rozwiązanie ma charakter tymczasowy. Teraz rząd przechodzi do kolejnego etapu. Ulgi będą stopniowo wygaszane, a ceny paliw zaczną wracać do poziomów wynikających z pełnych obciążeń podatkowych.
Pierwsze podwyżki już weszły w życie
Od 16 czerwca ponownie zaczęła obowiązywać pełna stawka akcyzy na benzynę i olej napędowy. Dla przeciętnego kierowcy oznacza to odczuwalny wzrost kosztów tankowania.
Skutki pierwszej zmiany:

Czeka nas katastrofa? Ogromna asteroida zbliża się do ziemi!

Ile dać w kopertę na komunie 2026
- benzyna Pb95: +28–30 gr na litrze
- olej napędowy: +29–31 gr na litrze
- tankowanie 45 litrów: około 13,5 zł drożej
To dopiero początek. Na razie nadal obowiązują preferencyjne stawki VAT oraz administracyjnie ograniczane maksymalne ceny paliw, co częściowo amortyzuje wzrosty.
Wakacje mogą przynieść większy rachunek
Najtrudniejszy okres dla kierowców może przypaść właśnie na lato. Wtedy ruch na drogach rośnie, a wraz z nim zapotrzebowanie na paliwa. Jeśli dołożyć do tego kolejne decyzje podatkowe, rachunek staje się prosty.

Ulewy na Śląsku zalały ulice. Setki akcji służb w regionie

Obława pod Kielcami. Policja zatrzymała 65-latka
Od 1 lipca 2026 roku planowany jest powrót standardowej stawki VAT na paliwa.
Najważniejsza zmiana:
- VAT wzrośnie z preferencyjnego poziomu do 23 proc.
Według szacunków oznacza to kolejną falę podwyżek. Łącznie ceny paliw mogą być wyższe nawet o około złotówkę na litrze względem poziomów, do których kierowcy przyzwyczaili się w ostatnich miesiącach.
Rząd stawia na stopniowe wygaszanie
Politycznie byłoby trudno zaakceptować jednorazowy skok cen. Dlatego cały proces został rozłożony na etapy. Taki mechanizm ma ograniczyć efekt szoku i zmniejszyć społeczne niezadowolenie. Problem polega na tym, że nawet rozłożone w czasie podwyżki finalnie trafiają do portfeli kierowców.
Szczególnie mocno odczują to osoby codziennie dojeżdżające do pracy oraz firmy transportowe, dla których każdy dodatkowy grosz na litrze oznacza realny wzrost kosztów działalności.
Droższe paliwo to nie tylko problem kierowców
Historia pokazuje, że wzrost cen paliw szybko rozlewa się na inne sektory gospodarki. Droższy transport oznacza wyższe koszty dostaw, a te prędzej czy później pojawiają się w cenach towarów i usług. Dlatego zmiany na stacjach benzynowych są czymś więcej niż tylko problemem właścicieli samochodów.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy światowe ceny ropy pozwolą złagodzić skutki decyzji rządu. Jedno jest pewne: wakacyjne wyjazdy w 2026 roku mogą kosztować zauważalnie więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu.





