Spis treści:
W czwartek, 25 czerwca po godzinie 18, mieszkanka łódzkiego Teofilowa zadzwoniła na policję z informacją o podejrzeniu znęcania się nad psem przy ulicy Rojnej. Jak relacjonuje, dobrze znała parę, która od dłuższego czasu miała dopuszczać się przemocy wobec zwierzęcia. Funkcjonariusze pojawili się dopiero po ponad pół godzinie. W sytuacji, gdy liczy się każda minuta, taki czas reakcji budzi uzasadnione pytania.
Decyzja, która zszokowała
Największe emocje wywołało jednak to, co wydarzyło się później. Po zakończonej interwencji policjanci pozostawili psa pod opieką właścicieli. Dla świadków oznaczało to jedno zwierzę mogło nadal doświadczać przemocy. Trudno się dziwić, że wśród mieszkańców szybko pojawiło się poczucie bezsilności i przekonanie, że pierwsza reakcja służb nie zapewniła psu realnej ochrony.
Internet zrobił więcej
Świadek sprawy rozpoczęła intensywną akcję w mediach społecznościowych, prosząc o nagłośnienie sytuacji. Efekt był natychmiastowy. Kolejni mieszkańcy zgłaszali, że z mieszkania nadal dochodzą piski psa. Informacje trafiły również do fundacji zajmujących się ochroną zwierząt. To właśnie społeczna mobilizacja sprawiła, że sprawa nie zniknęła po pierwszej interwencji.

Transmisja! Łatwogang bije rekordy bez snu jadąc rowerem

Daniel Martyniuk na pierwszych urodzinach Floriana
„Dzisiaj byłam świadkiem bardzo niepokojącej sytuacji pod Żabką na Rojnej. Kobieta znęcała się nad szczeniakiem – rzucała nim o ziemię i kopała go. Widząc to, zabrałam psa i natychmiast zadzwoniłam na policję (ci ludzie są alkoholikami i nie była to pierwsza sytuacja, wcześniej mieli jeszcze jednego psa nie wiadomo co z nim)
– Napisała kobieta w mediach społecznościowych
Mimo że policjanci widzieli stan zwierzęcia i zostali poinformowani o tym, co się wydarzyło, pies został oddany z powrotem do tego samego mieszkania. Razem z innymi osobami staliśmy pod blokiem i nadal słyszeliśmy piski psa. Zwierzę było najprawdopodobniej dalej krzywdzone.
Przez kolejne dwie godziny cztery osoby wielokrotnie zgłaszały sprawę odpowiednim służbom, jednak do tej pory nie otrzymaliśmy skutecznej pomocy. Nie możemy przejść obojętnie obok takiego traktowania zwierząt.”
Druga interwencja zmieniła bieg wydarzeń
Dopiero po godzinie 23 policja ponownie pojawiła się na miejscu. Tym razem pies został odebrany właścicielom i przewieziony do schroniska, gdzie ma zostać oceniony jego stan zdrowia. O dalszych losach zwierzęcia będzie wiadomo w najbliższym czasie. Różnica między pierwszą a drugą interwencją pokazuje, jak ogromne znaczenie miała determinacja mieszkańców.

Ania Wyszkoni przypomniała „Agnieszkę”. Publiczność znała każde słowo

Upały odpuszczą, ale gorąco wróci. Prognoza pogody na kolejne dni w kraju
Pytania zostają bez odpowiedzi
Sprawa z ulicy Rojnej wywołała wśród mieszkańców jeszcze jedno skojarzenie. W mediach społecznościowych wielu przypominało działania policji podczas protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, gdy funkcjonariusze potrafili błyskawicznie mobilizować duże siły, używać środków przymusu i stanowczo reagować wobec demonstrantów.
Dziś pada pytanie, które dla wielu brzmi wyjątkowo gorzko: dlaczego podobnej determinacji zabrakło, gdy chodziło o cierpiące zwierzę? To porównanie nie jest oceną dwóch identycznych sytuacji, ale pokazuje, jak mocno na zaufanie do służb wpływa społeczna pamięć o wcześniejszych interwencjach.





